Dziennik projektanta: Atak Zombie. Początki apokalipsy (cz. 1)

Hm… W sumie nie wiem, od czego zacząć, bo nigdy wcześniej podobnego tekstu nie pisałem i po prostu nie mam pojęcia, co kogoś po tamtej stronie mogłoby interesować. Dlatego tytułem rozpędówki może zacznę od początku czyli od przedstawienia się.

Nazywam się Piotr Pieńkowski i tak, to ja niegdyś byłem redaktorem naczelnym jednego z najstarszych i najdłużej ukazujących się czasopism gamerowych pt. „Świat Gier Komputerowych”. Zresztą nie tylko nim się zajmowałem, bo maczałem palce także w takich magazynach, jak „Top Games”, „Cybermycha”, „Kult”, „SFera”, „Bajtuś”, „Atomix” i in. Co istotne, pomimo mojego maniakalnego wręcz zainteresowania grami wideo, zawsze także kochałem literaturę fantastyczną, komiksy oraz gry planszowe, karciane i RPG. W starych, ale naprawdę starych czasach pisałem opowiadania SF, ale też wymyślałem swój własny system (kosmos, odkrywanie światów, obcy i tego rodzaju sprawy), o czym jednak rzadko wspominam, bo w sumie kogo to obchodzi, że jakiś nastolatek z braku innych, ciekawszych zajęć siedział całymi dniami przy biurku i marzył.

Ilustracja z gry - Fabryka

Ilustracja z gry – Fabryka

No właśnie, marzenia. Zaprawdę, niezwykłą mają moc, moc sprawczą. Od nich wszystko się zaczyna, one są potem siłą napędową, one dodają otuchy, kiedy przychodzi kryzys twórczy. Co do mnie, to miałem w życiu mnóstwo szczęścia, bo wiele z moich marzeń się ziściło, a te, które czekają w kolejce po prostu… czekają w kolejce. Do niedawna do takich marzeń należało pragnienie stworzenia gry planszowej. Dziwny pomysł? Bynajmniej.

Muszę wam zdradzić, że mam całkiem infantylne wyobrażenie o życiu i wciąż naiwnie wierzę, że wystarczy tylko chceć, żeby móc. Dwadzieścia pięć lat temu mocno udzielałem się na scenach studenckich ze swoimi własnymi kompozycjami gitarowymi. Potem przyszła dorosłość, rodzina, praca i jakoś moje muzykowanie samo zawiesiło się na kołku gdzieś w kącie w przedpokoju. Minęły lata, a ja zacząłem znów chcieć grać i śpiewać. I wiecie co? Wróciłem do komponowania i występów, olewając kompletnie fakt, że niektórzy pukali się na mój widok w czoło, sugerując, że w tym wieku to ja mogę sobie co najwyżej jajecznicę usmażyć i zjeść w samotności. Teraz im odpowiadam. Można? Można.

Ilustracje z gry

Ilustracje z gry

Mając na względzie powyższe, jakieś dwa lata temu znów przypomniałem sobie o tamtym chłopaku, który siedział przy biurku i marzył.

– A może tak spróbować zrobić własny system RPG? – pomyślałem. – Albo jeszcze lepiej: grę planszową? W końcu ostatnio znów sporo w nie gram… Tylko o czym?

Ponieważ wcześniej pracowałem przy tworzeniu gry komputerowej pt. „Hellion: Mystery of the Inquisition”, która ostatecznie została zawieszona, głowę miałem tak napakowaną historiami ze średniowiecza, iż moje pierwsze projekty poszły właśnie w tym kierunku. Niestety, jak bym do tematu nie podchodził, tak zawsze wychodziła kiszka. Ze smutkiem stwierdziłem, że czasem nadmiar wiedzy bardziej przeszkadza, niż jej kompletny brak.

Chcąc się pocieszyć, oczywiście cały czas rżnąłem w gry komputerowe, a im bardziej mi nie szło, tym krwawsze tytuły wybierałem. Tak właśnie trafiłem na zaległą „Dead Island” Techlandu. Z początku gra mnie nie wciągnęła, ale szybko doceniłem pomysł i wykonanie i zanim się spostrzegłem, już grałem w „Dead Island: Riptide” (dodatek). Krótko potem, jak to mówią, z głupia frant obejrzałem pierwszy sezon TWD czyli „The Walking Dead” (dwa lata po premierze!), a zaraz potem zagrałem w „Season One”. I coś we mnie drgnęło. Ale jak drgnęło!

Ilustracje z gry

Ilustracje z gry

Jakoś tak się ze mną dzieje, że kiedyś już w coś wchodzę, to całym sobą. W przypadku kilmatów zombie-apokalipsy było identycznie. Zacząłem grać w online’owe „War-Z” (obecnie „Infestation”), na zmianę oddając się ratowaniu świata w „Left4Dead” oraz „Left4Dead2” z modami (ostatnio zacinam w „State of Decay”). Oczywiście, obejrzałem w tym czasie wszystkie sezony TWD, a przy okazji i inne filmy, które choćby zahaczały o te klimaty (wcześniej widziałem parę głośniejszych tytułów, nie macie jednak pojęcia, ile tego tak naprawdę jest – gdzieś kiedyś nawet zrobiłem i opublikowałem sporą listę, żeby się nie pogubić).

Szkic ilustracji z gry - Farma

Szkic ilustracji z gry – Farma

I tak mijał mi czas – przyznaję, bezproduktywnie, choć bardzo przyjemnie. Marzenie o planszówce przygasało, ja zaś tonąłem we wrogim świecie żywych trupów coraz bardziej i bardziej. Aż pewnego dnia, dosłownie jak piorun z jasnego nieba, oślepiła mnie myśl: dlaczego nie zrobić gry o zombie?

Dokładnie było tak, że w nocy miałem jakiś dziwny sen i obudziłem się w środku ciemności nieomal z krzykiem, ale zanim z moich ust wydobył się jakikolwiek dźwięk, już wiedziałem. To pewnie głupie, ale tak to właśnie było. Jak w jakiejś pokręconej bajce. Pomysł zupełnie spokojnie, całkiem już skrystalizowany, wypłynął z mojej podświadomości i zalęgł się w realu jako coś bardzo materialnego. I to materialnego do tego stopnia, że pojawiło się od razu kilka gotowych rozwiązań z zakresu mechaniki (np. rodzaj i budowa planszy). Wstałem, zapisałem to i położylem się spać z powrotem.

L1040661

Oczywiście, późniejsze zdarzenia nie były już tak niezwykłe i olśniewające, bowiem po obudzeniu okazało się, że idea posiada wielu luk i braków, niemniej poczulem wówczas tak wielki zapał, że zręby gry powstały dosłownie w przeciągu następnych 2-3 dni, a po kolejnym tygodniu już robiłem pierwsze testy. Dziwne? Może, ale łatwo to chyba wyjaśnić. I wcale nie jakimś tam rzekomym geniuszem – co to, to nie! Owszem, znam się na grach komputerowych, planszowych, karcianych oraz RPG i pewnie nie jest to bez znaczenia, tak jak nie bez znaczenia jest fakt, iż na kilkanaście miesięcy dosłownie utonąłem w klimatach postapo z zombie w roli głównej, ale to wciąż za mało, żeby wymyślić planszówkę. O wiele ważniejsza była tu chyba koncepcja, która czasem się po prostu pojawia, a czasem nie. Koncepcja, która potem jest niczym latarnia, ułatwiająca wejście do portu i zacumowanie. W tym konkretnym przypadku było to – zapewne na jakimś podświadomym poziomie – przypomnienie sobie innych gier, jak „Mall of horror” czy „Zombiaki”, które może i są fajne, ale nie pozwalają na to, co mnie się marzyło i konsekwencja tego wniosku w postaci prostej, czy może nawet prostackiej myśli: „Piotrze, zrób grę, która – jak TWD – maksymalnie odda realia takiego świata i walkę o przetrwanie, a przy tym – jak TWD – będzie absolutnie na serio”. I tak się właśnie stało. Nawet na swój własny użytek nazwałem ten gatunek „survival games”.

Tak narodził się „Atak zombie„.

Cdn…

Projekt okładki gry

Projekt okładki gry

  • ozy

    Brzmi świetnie, czekamy na więcej. 🙂

  • Owszem ! piękny pomysł 😉