Dziennik projektanta: Parkour – gra jeździecka

Jak rozpoczęła się moja przygoda z grami planszowymi? Miało to miejsce w ubiegłym roku, do tej pory grywaliśmy od czasu do czasu w tytuły, które można znaleźć w większości polskich domów. Każdy ma swój świat, moim jest społeczność MAKEerska, jestem zaangażowany w wiele tego typu inicjatyw. W weekendy pomagam budować znajomym nowoczesne budynki w naturalnych technologiach, w tygodniu kopie w ziemi za organicznymi marchewkami, a wieczorami siedzę przy Arduino konstruując mniej lub bardziej (zazwyczaj mniej) przydatne ‘wynalazki’.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Kaloyan, czyli dzieje ucieczki z zaklętego kręgu… w nieznane

Z wiszącej nad biurkiem półki, spomiędzy książek i gier, spogląda na mnie oskarżycielskim wzrokiem pękata, lekko przybrudzona teczka formatu A4, wiązana jeszcze staroświeckim sznureczkiem. Patrzy na mnie z potępieniem ten tekturowy wyrzut sumienia, a mnie przytłacza świadomość, że na to zasłużyłem. Mam bowiem paskudną wadę, bodaj najgorszą, jaka może być udziałem osoby uważającej się za kreatywną: nie kończę swoich projektów. Ba, ledwo je zaczynam, ledwo kreślę tuż przed snem kilka nieuporządkowanych notatek z mocnym postanowieniem „wzięcia się za to na poważnie”, by następnego dnia dopisać jeszcze parę spostrzeżeń i… wsunąć bezbronną kartkę do teczki z napisem Projektowanie gier. Dorobiłem się w ten sposób – niewiele robiąc, za to całkiem sporo porabiając – obfitego zbioru raczej luźnych pomysłów na przeróżne gry planszowe. Wciąż mam zamiar (choć bliżej mu do pobożnego życzenia) pewnego dnia do nich wrócić i choć kilka pchnąć do przodu, a może nawet sfinalizować.

Sądzę, że po tym wstępie zupełnie zrozumiałe będzie uczucie dumy, jakie wypełniło mnie po stworzeniu kompletnego, grywalnego prototypu Kaloyana.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Atak Zombie. Początki apokalipsy (cz. 1)

Hm… W sumie nie wiem, od czego zacząć, bo nigdy wcześniej podobnego tekstu nie pisałem i po prostu nie mam pojęcia, co kogoś po tamtej stronie mogłoby interesować. Dlatego tytułem rozpędówki może zacznę od początku czyli od przedstawienia się.

Nazywam się Piotr Pieńkowski i tak, to ja niegdyś byłem redaktorem naczelnym jednego z najstarszych i najdłużej ukazujących się czasopism gamerowych pt. „Świat Gier Komputerowych”. Zresztą nie tylko nim się zajmowałem, bo maczałem palce także w takich magazynach, jak „Top Games”, „Cybermycha”, „Kult”, „SFera”, „Bajtuś”, „Atomix” i in. Co istotne, pomimo mojego maniakalnego wręcz zainteresowania grami wideo, zawsze także kochałem literaturę fantastyczną, komiksy oraz gry planszowe, karciane i RPG. W starych, ale naprawdę starych czasach pisałem opowiadania SF, ale też wymyślałem swój własny system (kosmos, odkrywanie światów, obcy i tego rodzaju sprawy), o czym jednak rzadko wspominam, bo w sumie kogo to obchodzi, że jakiś nastolatek z braku innych, ciekawszych zajęć siedział całymi dniami przy biurku i marzył.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: 1919 The Noble Experiment (cz. 1)

Gry planszowe to zdecydowanie moje hobby. Codziennie czytam recenzje, przeglądam forum, wyszukuję ciekawostek na boardgamegeeku. Jak chyba każdy z grających w planszówki staram się zarazić naszą pasją innych. Jest wiele świetnych gier na początek, możemy wcielić się w osadników, budować miasta, linie kolejowe… robić mnóstwo rzeczy by zainteresować znajomych grami planszowymi. Są to tytuły które dobrze sprawdzą się zarówno wśród rodzin jak i starszych osób, a temat jest na tyle neutralny, że nikogo nie urazi. No właśnie, a co zrobić ze znajomymi którzy nie chcą rozbudowywać kolejnego średniowiecznego miasta?

Czytaj więcej

Galaxy of Trian – nowa polska gra

Galaxy of Trian to spełnienie młodzieńczych marzeń o stworzeniu gry. Pewnego dnia Seweryn Piotrowski – autor gry, całkiem spontanicznie (jak to często w procesach twórczych bywa) postanowił, że właśnie nadszedł czas na zrealizowanie swojej wizji o grze. Prace ruszyły w październiku 2013 roku i od razu nabrały szybkiego tempa. Do udziału w projekcie został zaproszony Grzegorz Kalarus, a po krótkim czasie Sebastian Oliwa. Jako że wszyscy jesteśmy wielkimi fanami gier planszowych, a każdy z nas dysponuje odrębnym zakresem umiejętności i wiedzy, powstał egzotyczny i prężnie działający zespół. Co trzy głowy to nie jedna!

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Sigismundus Augustus, czyli jak praca magisterska może stać się grą planszową

Od dziecka chciałem zostać profesorem historii. To było jedno z moich pierwszych marzeń, które mimo upływu lat, pozostało niezmienne. Dlatego gdy wybierałem studia, bez wahania wybrałem właśnie historię. Na kilka lat przed pójściem na uczelnię, gdzieś w wieku 13 lat, zacząłem intensywnie grać w gry fabularne i planszowe. Wtedy jeszcze nie spodziewałem się, że obie te rzeczy stanął się moją pasją. Nie spodziewałem się również, że w jakikolwiek sposób uda mi się połączyć dwie z nich, czyli gry planszowe oraz historię. Jak do tego doszło?

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Powstanie Arkasis

W szeroko pojętym fantasy siedzę od małego. Od kiedy pamiętam, fascynowały mnie wspaniałe podróże, niezwyciężeni herosi, mityczne stwory, magia i niewyobrażalne krajobrazy. To głównie dzięki fantastyce nauczyłem się bardziej doceniać pewne cechy u ludzi, zjawiska w realnym świecie, miejsca, które są tak piękne, że aż trudno uwierzyć, że powstały bez niczyjej pomocy. Pamiętam do dziś, jaki zapał w sobie miałem do czytania książek. To było jak oglądanie przez wiele godzin jakiegoś dobrego filmu, takiego do którego macie sentyment, nawet po wielu latach. Potem doszły komiksy, kolor, kreska, treść na tak małej powierzchni – coś wspaniałego. Tyle rzeczy tak łatwo dostępnych. Gdy ktoś zaczytywał się dniami i nocami w takich lekturach, nie było nic dziwnego, że w końcu zaczynał mieć sny o takich przygodach, miejscach i postaciach. Tak właśnie dawno temu w mojej głowie narodziło się Arkasis.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Opowieści z Karczmy. Pomysłowość to przekleństwo

Stworzenia gry nie poprzedza u mnie wyraźny sygnał wskazujący, że właśnie, niczym w oldskulowej zręcznościówce, dotarłem do nowej lokacji czy pchnąłem fabułę do przodu. Na początku jest tylko ciche brzęczenie w głowie, które (przynajmniej przez chwilę), nie daje mi spokoju – to właśnie narodził się nowy pomysł.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Planety

W dzieciństwie z okazji urodzin otrzymywałem czasem w prezencie grę planszową. Tytuły jednak nie były dobierane do mojego wieku lub nie było nikogo, kto by mi je dobrze wytłumaczył. Po kilku udawanych partiach z braćmi gry szły niestety w odstawkę. Kiedy sięgałem po pudełka ponownie, już bardziej świadomie, zazwyczaj okazywało się, że brakuje w nich elementów, instrukcji czy nawet samej planszy. Musiałem więc samodzielnie uzupełniać wybrakowania lub interpretować grę zupełnie po swojemu. Szybko doszedłem do wniosku, że zamiast bazować na gotowych grach lepiej zrobić coś własnego.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Świat Metallum, cz. 5 – Panie i Panowie, statek opuszcza orbitę

Jak wiecie z poprzedniej części … los wampirów był przesądzony … nasze poszukiwania właściwego “adresu” dla naszej gry trwały długo. W ich finale pojawiła się Gra Endera. Pamiętacie jak bohater z wygodnego fotela na ziemi steruje ruchami oddziałów odległych o lata świetlne? Dowodzi jednostkami na odległość. Podobnie jest w naszej grze – gracz układa program, który wysyła do wykonania automatyzowanym jednostkom hen daleko we wszechświecie. Początkowo byłem sceptyczny wobec tej diametralnej zmiany tematu, ale od czegóż jest współautor jak nie od przekonania, że nie ma się racji?

Czytaj więcej