Nemesis. Dziennik projektanta, cz. 1: Strach się bać (patronat medialny)

„Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym.” H. P. Lovecraft.

Lubię się bać. I lubię straszyć, bo podobnie jak Jim Morrison wierzę, że dla większości ludzi odczuwanie kontrolowanego strachu jest przyjemne. W końcu ciężko by było inaczej wytłumaczyć istnienie i popularność licznych thrillerów czy horrorów. Zarówno w literaturze oraz filmie, jak i w grach strach był jedną z emocji, jaką twórcy od bardzo dawna starali się przekazać graczom. Niestety gry planszowe w tym wypadku mają trochę pod górkę. W tej branży nie ma narzędzi, jakimi dysponują twórcy gier komputerowych, a które są niemal tożsame z tymi dostępnymi dla filmowców. Jednocześnie gry planszowe nie mają aż takiego wpływu na wyobraźnię jak papierowe gry fabularne, które korzystają z narzędzi znanych z literatury. W klasycznej planszówce nie wykorzystamy audiowizualnych efektów znanych z ekranu, a przydługie literackie opisy działające na wyobraźnię raczej zanudzą graczy. Planszówki działają zupełnie inaczej – tu głównym sposobem oddziaływania na odbiorcę jest interaktywny charakter oparty na działaniach graczy i ich wpływie na rozgrywkę. A wszystko to za pośrednictwem mechaniki, wplecionych w grę algorytmów, które na samym końcu są matematyką. Niestety ta ostatnia po skończeniu naszej edukacji raczej rzadko wywołuje w człowieku uczucie strachu.

Czytaj więcej

„Korona Piastów”. Swego nie znacie, a cudzym się zachwycacie

Czy znasz głównych bohaterów popularnego serialu i książki “Gra o tron” lub chociażby  trylogii “Władca Pierścieni”? Zapewne tak. Wydają ci się to bardzo intrygujące i ciekawe historie. A czy wiesz, że my Polacy mamy równie ciekawe a niekiedy i jeszcze bardziej sensacyjne własne opowieści z minionych czasów. Czy potrafisz którąś z nich opowiedzieć lub choćby wymienić ich bohaterów ? Uczyłeś się o nich na lekcjach historii, lecz wówczas wydawały ci się bardzo nudne.

Kiedy usłyszałem z ust swoich nastoletnich synów pochwały na cześć filmów “Gra o tron” i “Władca Pierścieni” postanowiłem zaszczepić w nich chęć poznania historii własnego narodu. Pomyślałem, że gra planszowa będzie do tego celu dobrą metodą i w ten sposób zaczęła powstawać “Hegemonia Piastów”, która z czasem przerodziła się w “Koronę Piastów”.

Czytaj więcej

Andromeda. Na koniec świata i jeszcze dalej

W życiu każdego gracza przychodzi chyba taka chwila, gdy myśli sobie „a może powinienem spróbować zrobić grę?”. Dla mnie była to wiosna 2013. Bardzo długo zastanawiałem się czy to aby na pewno dobry pomysł, bo przecież gier jest tak dużo, a i zajmują się tym profesjonaliści ze sporym doświadczeniem. Te wszystkie wątpliwości spowodowały, że wiedziałem, że jeśli mam to zrobić to musi być to coś wyjątkowego. Stwierdziłem, że najlepszy pomysł to znalezienie czegoś czego mi brakuje. A brakowało mi dwóch rzeczy: gry pełnej ciekawych interakcji (ale nie negatywnych) i gry sci-fi w kosmosie, ale w małej skali. Większość gier kosmicznych polega na podbijaniu galaktyk, walce o wszechświat, a ja chciałem czegoś co się skupi na walce o pojedynczy statek. Z tych wszystkich rozmyślań zacząłem robić dwie gry…

Czytaj więcej

Jak uCVlizować grę

Pomimo tego, że CVlizacje ukażą się równolegle z moją drugą grą – Andromedą – powstały one prawie rok później. W tamtym momencie bardzo intensywnie testowałem i pracowałem nad grą dla Galakty, tak aby zdążyć na targi w Essen w 2014 (co się nie udało, ale w ostateczności wyszło na dobre). Gdy prace dobiegły końca potrzebowałem nowego projektu. Chciałem, żeby to była gra o bardzo prostych do wytłumaczenia zasadach i nieskomplikowanej interakcji. Stworzyłem kilka tytułów zgodnie z zasadą „jak najszybciej zrób prototyp i patrz co się dzieje”, które po kilku testach wylądowały w szufladzie. Okazało się, że osiągniecie prostoty jest bardzo trudne. Na chwilę dałem sobie spokój i pojechałem na wakacje.

Oczywiście długo nie wytrzymałem i zacząłem szybko szukać pomysłów na nową grę, ale tym razem nie mogłem ich od razu przetestować. CVlizacje powstawały powoli, na polskiej plaży nad Bałtykiem. Zanim przystąpiłem do robienia prototypu większość aspektów miałem już dość dobrze przemyślanych i wydawało mi się, że ten projekt może wypalić…

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: „ZigZak: Skoki Narciarskie”, Telemarkiem zwane

Czołem! A nawet może i z główki… Nawet nie wiecie, jak miło jest powrócić choć na chwilę, na łamy portalu ZnadPlanszy.pl i skrobnąć coś od siebie. Tym razem jednak, jest to sytuacja o tyle nietypowa, gdyż po raz pierwszy wypowiadam się z pozycji nie recenzenta, lecz autora (jakże to brzmi dumnie! Aż same plecy się wyprostowały i pierś poszła do przodu).

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Atak Zombie. Apokalipsa według zombie. (cz. 2)

Jak obiecałem poprzednio, w tej części będzie o wiele więcej na temat samej mechaniki gry, choć doprawdy drżę, czy czegoś nie pomylę, nie zapomnę lub – co gorsza – za wcześnie nie zdradzę. Ale co tam, raz kozie śmierć.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Parkour – gra jeździecka

Jak rozpoczęła się moja przygoda z grami planszowymi? Miało to miejsce w ubiegłym roku, do tej pory grywaliśmy od czasu do czasu w tytuły, które można znaleźć w większości polskich domów. Każdy ma swój świat, moim jest społeczność MAKEerska, jestem zaangażowany w wiele tego typu inicjatyw. W weekendy pomagam budować znajomym nowoczesne budynki w naturalnych technologiach, w tygodniu kopie w ziemi za organicznymi marchewkami, a wieczorami siedzę przy Arduino konstruując mniej lub bardziej (zazwyczaj mniej) przydatne ‘wynalazki’.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Kaloyan, czyli dzieje ucieczki z zaklętego kręgu… w nieznane

Z wiszącej nad biurkiem półki, spomiędzy książek i gier, spogląda na mnie oskarżycielskim wzrokiem pękata, lekko przybrudzona teczka formatu A4, wiązana jeszcze staroświeckim sznureczkiem. Patrzy na mnie z potępieniem ten tekturowy wyrzut sumienia, a mnie przytłacza świadomość, że na to zasłużyłem. Mam bowiem paskudną wadę, bodaj najgorszą, jaka może być udziałem osoby uważającej się za kreatywną: nie kończę swoich projektów. Ba, ledwo je zaczynam, ledwo kreślę tuż przed snem kilka nieuporządkowanych notatek z mocnym postanowieniem „wzięcia się za to na poważnie”, by następnego dnia dopisać jeszcze parę spostrzeżeń i… wsunąć bezbronną kartkę do teczki z napisem Projektowanie gier. Dorobiłem się w ten sposób – niewiele robiąc, za to całkiem sporo porabiając – obfitego zbioru raczej luźnych pomysłów na przeróżne gry planszowe. Wciąż mam zamiar (choć bliżej mu do pobożnego życzenia) pewnego dnia do nich wrócić i choć kilka pchnąć do przodu, a może nawet sfinalizować.

Sądzę, że po tym wstępie zupełnie zrozumiałe będzie uczucie dumy, jakie wypełniło mnie po stworzeniu kompletnego, grywalnego prototypu Kaloyana.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: Atak Zombie. Początki apokalipsy (cz. 1)

Hm… W sumie nie wiem, od czego zacząć, bo nigdy wcześniej podobnego tekstu nie pisałem i po prostu nie mam pojęcia, co kogoś po tamtej stronie mogłoby interesować. Dlatego tytułem rozpędówki może zacznę od początku czyli od przedstawienia się.

Nazywam się Piotr Pieńkowski i tak, to ja niegdyś byłem redaktorem naczelnym jednego z najstarszych i najdłużej ukazujących się czasopism gamerowych pt. „Świat Gier Komputerowych”. Zresztą nie tylko nim się zajmowałem, bo maczałem palce także w takich magazynach, jak „Top Games”, „Cybermycha”, „Kult”, „SFera”, „Bajtuś”, „Atomix” i in. Co istotne, pomimo mojego maniakalnego wręcz zainteresowania grami wideo, zawsze także kochałem literaturę fantastyczną, komiksy oraz gry planszowe, karciane i RPG. W starych, ale naprawdę starych czasach pisałem opowiadania SF, ale też wymyślałem swój własny system (kosmos, odkrywanie światów, obcy i tego rodzaju sprawy), o czym jednak rzadko wspominam, bo w sumie kogo to obchodzi, że jakiś nastolatek z braku innych, ciekawszych zajęć siedział całymi dniami przy biurku i marzył.

Czytaj więcej

Dziennik projektanta: 1919 The Noble Experiment (cz. 1)

Gry planszowe to zdecydowanie moje hobby. Codziennie czytam recenzje, przeglądam forum, wyszukuję ciekawostek na boardgamegeeku. Jak chyba każdy z grających w planszówki staram się zarazić naszą pasją innych. Jest wiele świetnych gier na początek, możemy wcielić się w osadników, budować miasta, linie kolejowe… robić mnóstwo rzeczy by zainteresować znajomych grami planszowymi. Są to tytuły które dobrze sprawdzą się zarówno wśród rodzin jak i starszych osób, a temat jest na tyle neutralny, że nikogo nie urazi. No właśnie, a co zrobić ze znajomymi którzy nie chcą rozbudowywać kolejnego średniowiecznego miasta?

Czytaj więcej